Łowiectwo na Ziemi Chełmskiej

Całe pogranicze,  od Lasów Strzeleckich po Podlasie, w granicach dawnego województwa chełmskiego, które dało także początek istnieniu Okręgowej Radzie Łowieckiej  (  w latach 1976 – 1999 Wojewódzkiej Rady Łowieckiej), to niezwykle atrakcyjne, unikalne przyrodniczo i krajobrazowo tereny łowieckie.
Po II wojnie światowej, na zachód od Bugu  -  rzeki granicznej,  na terenie Ziemi Chełmskiej pozostały niewielkie fragmenty krainy bagien i moczarów,  uroczych terenów Polesia , tak często  sławionych przez malarzy i poetów, spopularyzowanych  w całym kraju  przez poetę Jerzego Kosteckiego ze Lwowa. To właśnie słowa „Polesia  czar”  -  znanego powszechnie, przede wszystkim, jako słowa piosenki o tym samym tytule,  najdobitniej oddają cały urok i niepowtarzalny czar tej krainy.
 

Historia tej ziemi, to nieustające pasmo walk, migracji ludności, prześladowań i konfliktów narodowościowych, społecznych i ekonomicznych, tak charaktery-tycznych dla pogranicza. Wszak to właśnie tutaj przez wieki dominowały wpływy ówczesnych  księstw od Halicko-Włodzimierskiego, przez Litewskie po Ruskie.  Tu przebiegała granica między Litwą i Koroną, tu także graniczyły ze sobą dwa zabory  rosyjski i austriacki, raz po raz zresztą na przestrzeni dziesięcioleci zmieniając swój zasięg. Przeszkodziło to w budowie  zwartego, opartego na wielowiekowej tradycji  społeczeństwa, jego obyczajowości, konsolidacji i jednolitości etnicznej.


Do historii przeszły niezwykłe wydarzenia z okresu walk kozackich czy tatarskich, obrócenie w perzynę wielu miast i wsi, a w czasie rozbiorów – prześladowania unitów, walki  powstańcze m. in. oddziału ks. Stanisława Brzóski, który tu był ranny w jednej z potyczek,  ostatecznie ujęty  w Jacie koło Łukowa.


Powstania,  zwłaszcza Styczniowe ściśle wiązały się zresztą z łowiectwem, gdyż broń myśliwska, dubeltówki, obok zdobycznej, rosyjskiej stanowiła główne uzbrojenie powstańców, a leśniczówki i lasy, najczęstsze ich schronienie.


Ustawiczne zmiany  podporządkowania  politycznego, narodowościowego i wyznaniowego nie przeszkodziły w rozwoju łowiectwa, zwłaszcza, że warunki przyrodnicze, duża lesistość , spore obszary bagien,  mokradeł i stosunkowo rzadkie zaludnienie stwarzało korzystne warunki bytowanie zwierzyny łownej. Do legendy przeszły zjazdy dyplomatyczne na pograniczu dwóch ówczesnych mocarstw – Polski i Litwy w pogranicznych miastach --Włodawie, Chełmie, rzadziej Parczewie czy innych miasteczkach, którymi, jak wielkanocna babka, gęsto nadziane były te tereny, że wspomnimy choćby Hannę, związany z Kraszewskim Romanów, Sosnowicę – miejsce nieszczęśliwej miłości Tadeusza Kościuszki, Wisznice, Ostrów, Urszulin.


Zgodnie z dawnymi obyczajami, niemal każdy taki zjazd kończył się łowami z u-działem wybitnych osobistości a nawet głów koronowanych. Według nie potwierdzonych informacji często powtarzanych w „pieśni i powieści gminnej” w okolicach Włodawy, w królewskich łowach brał udział sam książę Witold, a w innych rejonach Polesia książęta ruscy, litewscy i polscy możnowładcy. W nowszej historii polowań do najważniejszych wydarzeń w dorocznym kalendarzu łowieckim przeszło huczne polowanie na dziki, które przed przeszło stu laty, w pierwszym wydaniu ”Łowca Polskiego” z 1899 roku opisał w bardzo barwny sposób  sam naczelny jego redaktor, znany na arenie międzynarodowej zoolog, propagator i założyciel Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra,  prof. Jan Sztolcman. Owo polowanie w Różance zorganizowane przez Augusta hr. Zamoyskiego z udziałem między innymi także  Ksawerego hr. Branickiego i innych okolicznych właścicieli ziemskich stanowiło kontynuację tradycyjnych łowów na Polesiu. Jak pisze autor i uczestnik tego polowania na zimowych łowach w dobrach Zamoyskich padało dziennie sto kilkadziesiąt zajęcy, kilkanaście kozłów, kilka dzików i lisów. To właśnie na tych polowaniach, według autora relacji najdłużej w Europie utrzymał się szczególny sposób polowania  –„ kłócie dzików przy psach”( pisownia według oryginału). W tym też celu w Różance utrzymywano specjalną psiarnię rozmaitego pochodzenia, przeważnie wiejskich kundysów znanych z zajadłości i ciętości. Owe psy,  podprowadzone do dzika przez psiarków, otaczają i atakują go w ten sposób, że myśliwy „ może go podejść i skłóć kordelasem”. Ów sposób polowania w Różance miał swoją księgę – kronikę, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, w której skrzętnie zapisywano datę polowania, rewir, nazwy psów i nazwisko myśliwego. A na  drugiej stronie hr. August Zamoyski własnoręcznie opisywał całe polowanie. W relacji z polowania zamieszczonej w ”Łowcu Polskim” obok dokładnego opisu psiarni, sposobu żywienia, przewożenia ich i używania w trakcie łowów, znajdujemy także opis urządzenia terenu do polowania i prowadzenia gospodarki łowieckiej.


Warto podkreślić, że do tego obyczaju i tradycji nawiązało Wojskowe Koło Łowieckie nr 150 „Czata” we Włodawie, którego doroczne, hubertusowskie polowania na dziki w Romanowie są ważnym wydarzeniem łowieckim w tym rejonie, a w  jego trakcie działacze z pietyzmem zachowują dawne zwyczaje i obyczaje łowieckie.


Kształtowanie się dzisiejszego modelu polskiego łowiectwa  ma swoją  długą  i  skomplikowaną historię. Jej różnice wynikały przede wszystkim z  odmiennych przepisów obowiązujących w poszczególnych zaborach, a także zróżnicowanej mentalności i organizacji społeczeństwa, struktury agrarnej i zamożności obywateli – mieszkańców wsi, miasteczek i większych aglomeracji miejskich.


Początek, to organizowanie się myśliwych, głównie w celach gospodarczych, ale także dla usprawnienia i ujednolicenia zasad uprawiania łowiectwa na ziemiach polskich. Ich struktura była w znacznej mierze uzależniona od zaboru i obowiązującego w nim prawa. W nowoczesnym rozumieniu organizacje łowieckie zaczęły swą działalność w Wielkopolsce wzorując się na zasadach działania podobnych związków pruskich. W Poznaniu pierwsze zrzeszenie – Towarzystwo Łowcze powstało w 1860 roku, a jego współzałożycielem i prezesem był August Sułkowski. W pierwszym statucie czytamy, że organizacja ta powstała w celu racjonalnego traktowania myślistwa i wspólnej myśliwskiej zabawy. Pod koniec XIX wieku w zaborze pruskim działało już kilka podobnych organizacji skupionych w Towarzystwie Myśliwskim wydającym swoje pismo „ Łowiec Wielkopolski”. W zaborze austriackim, gdzie istniały największe swobody, także powstały różne stowarzyszenia skupiające myśliwych, przeważnie z kręgów dużych posiadaczy ziemskich. Między innymi z inicjatywy Potockich powstało w Łańcucie, w latach sześćdziesiątych Towarzystwo Myśliwskie, a w innych dużych posiadłościach na Wołyniu, Podolu i Polesiu szereg innych organizacji łowieckich, które na początku ubiegłego stulecia zjednoczyły się w Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie. Jeszcze przed I wojną światową zdołały się one umocnić  organizacyjnie, a ustawa Sejmu Krajowego we Lwowie nadała im szerokie kompetencje. Główną siedzibą Towarzystwa był Lwów jeden z dwóch nie koronowanych, obok Krakowa głównych gospodarczych i intelektualnych,  polskich ośrodków Galicji.


Niewątpliwie na powstanie pierwszych organizacji łowieckich na Ziemi Chełmskiej pewien wpływ wywarły działania podobnych organizacji w Galicji, z którą mieszkańcy tego regionu utrzymywali legalne i konspiracyjne kontakty, pomni, że w początkach wieku Chełm należał do Austrii. Zza kordonu, jak to wówczas nazywano, pochodziła nielegalnie kolportowana literatura, a ona właśnie często była nośnikiem tradycji, między innymi łowieckiej. Chełmianie, których w Galicji nazywano „królewiakami” odwzajemniali  się alkoholem i innymi artykułami poszukiwanymi przez „galicyjaków”. Organizacje zrzeszające myśliwych przed I wojną światową obok działalności zmierzającej do załatwiania spraw łowieckich takich jak wspólne dzierżawy terenów łowieckich od dużych właścicieli ziemskich czy organizacji polowań i zaopatrzenia w broń i amunicję skupiała się także na propagowaniu  prawidłowych zasad ochrony zwierzyny, kultywowaniu dawnych zwyczajów i obyczajów łowieckich, zdobywanie i eksponowanie trofeów i pamiątek, literatury, dokumentów i szkiców, które często wieszane na ścianach mieszkań jako myśliwskie, jednocześnie miały przypominać o powstaniach i działalności wymierzonej przeciwko zaborcom. Nie bez kozery jeden z największych pisarzy tego okresu - Julian Ejsmond pisał: „gdy literatura milczeć musiała i o przeszłości Polski pisać wzbroniono, za przeszłością łowiecką wolno było tęsknić”. Wszak to  właśnie zawierało w sobie te wszystkie wartości jakimi od wieków szczycili się Polacy. Nic więc dziwnego, że wiek XIX to okres w literaturze łowieckiej najowocniejszy, nie tylko zresztą w literaturze, ale przecież i w malarstwie, i w muzyce, i w obyczajowości będącej także istotnym składnikiem kultury.


Niewątpliwie impulsem utworzenia pierwszej organizacji łowieckiej w Chełmie było reaktywowanie we Lwowie już w roku 1919 Małopolskiego Towarzystwa Łowieckiego. W początkowym okresie odrodzonego Państwa Polskiego, po zakończeniu I wojny i odzyskaniu wolności, w różny sposób w poszczególnych regionach kraju przystępowano do tworzenia zorganizowanego łowiectwa. Charakterystyczne jest to, że o wiele szybciej powstały pierwsze organizacje grupujące myśliwych na terenach podległych dawniej Cesarsko Królewskim Austro-Węgrom niż  Rosji. Bo o ile w pierwszych latach po wojnie zaczęły funkcjonować koła myśliwskie np. w Tarnogrodzie, Kocudzy,  Goraju czy Zwierzyńcu tworzone głównie przez leśników i właścicieli niewielkich majątków ziemskich, to w Lublinie, Białej czy Chełmie zainteresowanie tymi problemami było mniejsze, może ze względu na spore odległości od dużych kompleksów leśnych. I tu wkrótce odnotowano powstanie pierwszych organizacji myśliwskich. Jednak ponad polowania przedkładano inne elementy łowieckiej tradycji – bale myśliwskie,  kuligi połączone z polowaniem, ale , jak wiadomo ze  wspomnień nieżyjących już uczestników tych imprez, akcenty rozkładana co najmniej w równej mierze na zabawę i polowanie, a najczęściej spotkania towarzyskie i biesiady przeważały nad myśliwską ochotą.


W Chełmie, w tym okresie powstało także „Chełmskie Towarzystwo Prawidłowego Myślistwa”, którego statut już w styczniu 1921 roku został zatwierdzony przez władze wojewódzkie w Lublinie. Założycielami Towarzystwa było 22 obywateli miasta, a wśród nich także oficer Wojska Polskiego kpt. A. Baczyński. W początkowym okresie działalności organizacji łowieckich w poszczególnych regionach obowiązywały przepisy odziedziczone po prawodawstwie z okresu przedwojennego, a więc w Chełmie – rosyjskie. W pierwszych latach po wojnie panowała duża dowolność, polowali przeważnie właściciele dużych majątków ziemskich i zaproszeni przez nich goście. Nie zawsze przestrzegano okresów ochronnych wynikających z biologii zwierzyny. Raczej do tego podchodzono na zasadach zwyczajowych.  Dopiero wydane przez Prezydenta RP rozporządzenie o prawie łowieckim uporządkowało to zagadnienie. Stało się to w połowie lat dwudziestych ub. stulecia. Według tego dokumentu prawo do polowania mieli z zasady właściciele majątków ziemskich i gruntów rolnych czy leśnych. Od nich to dzierżawili grunty na kilkuletni okres członkowie spółek czy towarzystw myśliwskich. Rozporządzenie rozstrzygało również zasady posiadania broni. Wydawali je, podobnie jak specjalne karty łowieckie miejscowi starostowie według pewnych ustalonych reguł. Wiadomo z zachowanych przekazów, że nie każdy mógł na to liczyć starając się o przynależność do „bractwa św. Huberta”. Starostowie wydawali je obywatelom ogólnie szanowanym i godnym zaufania. Wiadomo, że podejrzani o np. przekonania lewicowe nie zawsze mogli liczyć na pozytywne załatwienie prośby. Myślistwo było w tym czasie więc zajęciem głównie dla majętnych i „dobrze urodzonych”. W regionie chełmskim polowano głównie na zwierzynę drobną, której było tu pod dostatkiem, a znane  obecnie jej gatunki -lisy, zające i kuropatwy uzupełniały także borsuki, oraz drobiazg w postaci grzywaczy,  przepiórek, szpaków, kwiczołów, piżmaków, żbików i tym podobnego drobiazgu. Do obowiązków myśliwych, leśników i strażników należało także tę-pienie drapieżników skrzydlatych, a wśród nie tylko jastrzębi, srok i krukowatych,  ale także … bocianów.


Po upływie prawie 90 lat od powstania Chełmskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa ( jubileusz 80-lecia Koło Łowieckie nr 22 w Chełmie uroczyście obchodziło w 2000 roku), trudno się oprzeć refleksji, że to właśnie wtedy powstawały zręby organizacyjne nowoczesnego Polskiego Związku Łowieckiego. Jak bowiem czytamy w statucie Towarzystwa  - naczelną władzą Towarzystwa jest Zgromadzenie, na którym wybierano Zarząd składający się z prezesa, wiceprezesa, sekretarza, skarbnika, łowczego, gospodarza i trzech członków oraz trzech kandydatów. Zarząd wybierano co trzy lata, ale co roku wymieniano  30 proc. składu. Zmiany Zarządu można było dokonać na żądanie 1/3 członków Towarzystwa.


Każdy z członków Zarządu miał ściśle określone obowiązki, a oprócz tego powoływano komisje ochrony zwierzyny, broni, polowań i hodowli psów. Ponadto z inicjatywy Towarzystwa utworzono Komisję Łowiecką do której dokooptowano starostę,  prezesa Towarzystwa Rolniczego, nadleśniczych lasów państwowych, a ponadto przedstawiciela posiadaczy małych własności ziemskich. Czyż nie był to do dzisiaj stosowany schemat organizacyjny Koła Łowieckiego ? A Komisja Łowiecka, czyż nie była to próba skonsolidowania wszystkich zainteresowanych wokół problemów gospodarki łowieckiej? Po prawie stu latach wypada nam wyrazić najwyższy podziw dla mądrości i przenikliwości umysłu naszych nemrodów sprzed wieku, ich dalekowzroczności i troski o rozwój łowiectwa.


Działalność Koła Łowieckiego nr 22 w Chełmie, to przykład oddania i poświęcenia sprawom „prawidłowego myślistwa” prawie 4 pokoleń działaczy łowieckich. Obok wzorowej gospodarki Towarzystwo prowadziło również zaopatrzenie w broń i amunicję, wydawało periodyki, organizowało imprezy myśliwskie i towarzyskie’ które cieszyły się dużym powodzeniem wśród śmietanki towarzyskiej miasta i okolicy. Towarzystwo miało swój sztandar, znaczek organizacyjny i żeton stwierdzający przynależność do Towarzystwa, który w razie wystąpienia trzeba było zwrócić. Obok szerokiej działalności łowieckiej Towarzystwo zainicjowało również popularyzację strzelectwa śrutowego. Pod egidą Państwowej Wytwórni Prochu w Pionkach w latach trzydziestych zorganizowano konkurs strzelecki, w którym startował także starosta chełmski  Edward Woronowicz,  okazał się on niezłym strzelcem wygrywając konkurs „pocieszenia” dla startujących spoza kręgu myśliwych. W przeddzień wybuchu wojny Chełmskie Towarzystwo było w pełni dojrzałym ogniwem Polskiego Związku Łowieckiego, którego było członkiem, a należało do niego ponad 20 członków w tym: 7 ziemian z okolicznych majątków, 5 urzędników państwowych, 2 leśników, 2 rzemieślników, 2 lekarzy, nauczyciel, pracownik sądu, aptekarz, inżynier, przemysłowiec i zarządca majątku.


II wojna przerwała,  podobnie jak w całym kraju, jakąkolwiek działalność łowiecką, broń została skonfiskowana, a myśliwi, niemal jak jeden mąż stanęli do walki z okupantem. Wielu z nich już nigdy nie wróciło do ukochanych  łowisk…


Odrodzenie łowiectwa po II wojnie


II wojna, wielokrotne przemarsze wojsk i przetaczanie się linii frontów przez pogranicze, a do tego jeszcze bezhołowie i bratobójcze walki, do niedawna jeszcze żyjących w zgodzie z sobą mieszkańców tych ziem – narodowości polskiej, ukraińskiej, niemieckiej czy żydowskiej sprawiły, że w 1944 roku, kiedy to 22 lipca w Chełmie właśnie ogłoszono Manifest Lipcowy oznaczający dla tego skrawka Polski odzyskanie wolności, spustoszenia nie da się w krótkiej relacji opisać.


Tocząca się jeszcze w kraju wojna, obecność obcych wojsk na terenie wyzwolonych już skrawków kraju nie sprzyjały odrodzeniu się łowiectwa.. Były sprawy ważniejsze, problemy pilniejsze do rozwiązania niż myślistwo. Na marginesie, wykorzystując ten stan tymczasowy,  wielu kłusowało bez żadnych ograniczeń, a ostatni jeleń padł na tych terenach już po wojnie – w 1948 roku i trzeba było kilkunastu lat by król kniei ponownie się tu pojawił, nota bene dzięki bezcennej inicjatywie leśników i myśliwych , członków PZŁ.


Nie tylko polscy myśliwi i znawcy przyrody, ale także liczni, zagraniczni  kolekcjonerzy  trofełów łowieckich uznają lubelskie pogranicze, na którym gospodarzą koła łowieckie zrzeszone w Okręgowej Radzie Łowieckiej w Chełmie, za najcenniejsze łowiska nie tylko naszego  kraju, ale i całej Europy. Badacze i geografowie wyróżniają 6 różnych subregionów od Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego, stanowiącego polski skrawek Polesia Zachodniego ( reszta pozostała po II wojnie za Bugiem),  po Wały Grabowieckie. Unikalne kompleksy, których tu nie brakuje, w os- tanich latach zostały objęte całkowitą lub częściową ochroną, a najcenniejsze tereny weszły w skład  Poleskiego Parku Narodowego utworzonego w 1990 roku. Obok niego powstały Sobiborski Park Krajobrazowy, Park Krajobrazowy Pojezierza Łęczyńsko- Włodawskiego, Chełmski Park Krajobrazowy, i Strzelecki Park Krajobrazowy. Teren ten cechuje duże zróżnicowanie pod względem przyrodniczym, a spore jego połacie pokryte są lasami, że wymienimy tylko Lasy Sobiborskie i Lasy Strzeleckie. Stwarzają one nie tylko doskonałe warunki bytowania zwierzyny płowej i dzików, ale także tworzą choć nie zwarty korytarz łączący Bieszczady z Białowieżą. Ponadto graniczą również z podobnymi kompleksami leśnymi po drugiej stronie granicy co stwarza dogodne warunki migracji zwierzyny zarówno z południa na północ, jak i ze wschodu na zachód, mimo istnienia granicy, której przecież nie muszą respektować. Ba, to właśnie tereny  bezpośrednio położone w jej sąsiedztwie i do niedawna przynajmniej po wschodniej stronie niemal całkowicie wyludnione, spowodowały, że o ile introdukcja jeleni czy bobrów spowodowana została na skutek ingerencji człowieka, to już wzrost populacji łosi, dzików, jenotów czy wydr i wilków nastąpił samorzutnie na zasadzie naczyń połączonych.


Ograniczenie gospodarki łowieckiej na terenach chronionych z jednej strony odbija się ujemnie na dynamicznym rozwoju hodowli zwierzyny zwłaszcza płowej, ale z drugiej strony zapewnia,  choć raczej teoretycznie, spokój, stanowi ostoje i mateczniki zwierzyny  żyjącej na wolności. Inna rzecz, że w wielu wypadkach jedynie etyczni myśliwi przestrzegają rygorystycznych zasad dotyczących ochrony, a penetracja przez turystów, grzybiarzy czy leśnych złodziei nie licząc nielegalnych imigrantów, ciągle pozostawia wiele do życzenia.


W odradzaniu się chełmskiego myślistwa po wojennej zawierusze można wyróżnić z grubsza dwa etapy. Pierwszy, to powstawanie w pierwszych latach po wojnie kół łowieckich, złożonych przeważnie z czynnych czy zdemobilizowanych wojskowych, członków milicji i urzędu bezpieczeństwa. Na taki stan rzeczy złożyły się warunki uzyskiwania pozwolenia na broń. Pogranicze, na terenie którego jeszcze kilka lat po wojnie było niespokojnie, a zapasy broni pozostałej po wojnie sprawiały możliwości wykorzystywania jej w różny sposób i w różnych celach wymagały szczególnie rygorystycznego przestrzegania zasad jej posiadania. Takie ograniczenia sprawiały również bardzo niekorzystne zjawisko masowego napływu do łowiectwa osób, które nie miały z nim nic wspólnego, a możliwości polowania traktowały ja-ko możliwość pozyskania taniego mięsa. Równolegle szerzyło się kłusownictwo, a reszty dokonały spore watahy wilków i zdziczałych psów, wielu z domieszką pozostałych po wojnie łajek i innych przywiezionych z dalekiego wschodu przez od-działy wojska.  Używane one były przez służby sanitarne jako siła pociągowa do noszy wyposażonych w kółka. Na takich noszach wywieziono spod gradu kul i frontowego zagrożenia niejednego rannego. Niestety, często także kule czy odłamki trafiały w psy, które pozostawione bez opieki gdy doszły do zdrowia dziczały i czyniły pospołu z wiejskimi brytanami spustoszenie w populacji zwierzyny drobnej i saren.


W tym okresie jako pierwsze reaktywowano Koło Łowieckie nr 22, które nawiązując do tradycji Chełmskiego Towarzystwa Prawidłowego Polowania, mimo znanych trudności okresu stalinowskiego, zdołało przystąpić do działalności statutowej. Być może pomocny w tym był fakt, że Chełm, jako pierwsza stolica Polski Ludowej miał pod tym względem nieco ułatwione zadanie. Największą zasługę w tych poczynaniach mieli myśliwi, którzy przetrwali wojenną zawieruchę i wbrew wielu przeciwnościom starali się nawiązać do tradycji i zwyczajów przed-wojennego łowiectwa. Krzewić te tradycje w całkiem nowej rzeczywistości. Wkrótce także ( w 1947 r.) powstało w Chełmie drugie Koło Łowieckie nr 23 „Szarak”.


Ale nie tylko w Chełmie nawiązano do przedwojennych tradycji łowieckich. W ślady działaczy łowieckich z Chełma poszli także entuzjaści łowiectwa z kilku większych gmin  tego regionu. W Fajsławicach, Łopienniku, Krasnymstawie – leśnicy, urzędnicy gminni i rolnicy wspomagani przez Edwarda Fornala z Lublina założyli w roku 1948 Koło Łowieckie nr24, które później otrzymało nazwę „Lis”, jako, że terenem polowań jego członków były przeważnie pola poprzetykane jedynie gdzie niegdzie niewielkimi obszarowo lasami. W rok później w  rejonie Hańska i Urszulina powstało kolejne Koło Łowieckie nr 50 , głównie z inicjatywy leśników, rolników z Hańska i Urszulina oraz  pracowników huty szkła w Dubecznie. W roku1948 powstało również w Chełmie Wojskowe Koło Łowieckie „Orlik” przy 5 Kołobrzeskim Pułku Artylerii Lekkiej w Chełmie. Drugie Wojskowe Koło Łowiec-kie  działające w obecnym okręgu chełmskim powstało również w 1949 roku w Orzyszu. Od 1957 roku, kiedy to jednostkę wojskową,  przeniesiono do Włodawy, Koło nr 150  „Czata” na dobre zadomowiło się na Polesiu.


Okres końca lat czterdziestych i początek pięćdziesiątych nie sprzyjał jednak „prawidłowemu  myślistwu”. Zbyt wielu było w szeregach Związku ludzi przypadkowych,  niewiele mających wspólnego z dobrze rozumianym łowiectwem, jego etyką, tradycją, obyczajami. Łowiska pustoszały na skutek rabunkowej gospodarki. Nieprzestrzeganie podstawowych zasad etyki prowadziło do pozyskiwania wszystkiego co  pod lufę  trafiło, a plaga wilków kończyła dzieła dochodząc i dobijając duże ilości poranionej  zwierzyny. Tępienie wilków wszelkimi możliwymi sposobami z truciem, wybieraniem szczeniąt, chwytaniem w sidła i in. dawało liczne okazje do nadużywania miana myśliwych w zgoła innych zamiarach.


Zmiany polityczne w 1956 r , a co za tym nastąpiło – procesy  zwane Odwilżą albo Październikiem znalazło również swe odbicie w łowiectwie. W regionie chełmskim także. Na tej fali powrotu do tradycji i odbudowy tradycji polskiego łowiectwa powstało kilka nowych kół łowieckich, a między innymi Koło Łowieckie nr 82 ( w roku  1957 r.) Koło Łowieckie nr 85  ( 1957 r.) w Chełmie, nawiązując do tradycji Chełmskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa .  Koło Łowieckie nr 86 w Nadbużance (1957 r. ) i jako ostatnie Koło Łowieckie nr 74 „Kaczuszka” Klub Myśliwych Dziennikarzy( 1962 r.) który skupiał głównie dziennikarzy lubelskich i leśników oraz urzędników i rolników z Żłobka, Osowej, Kosynia i innych miejscowości poleskich. Koło to jednakże swą siedzibę miało w Lublinie, podobnie jak inne koła, które na  tym terenie dzierżawiły swe obwody, że wymienimy choćby KŁ nr 1 ”Szarak”, KŁ nr 3 „Jeleń”, KŁ nr 4 „”Sokół” nr 5 „Dąbrowa”, KŁ nr 6 „Jarząbek”, KŁ nr 12 „Szóstak”, KŁ nr 67 „Krogulec”, KŁ nr 80 „Budowlani”, KŁ 84 „Przepiórka”, KŁ nr 94 „ Żak”, KŁ nr151 „Żubr” i 4 koła z Warszawy, a także z Wysokiego, Świdnika,  i Nielisza. W sumie z pięknych i bogatych łowisk Ziemi Chełmskiej korzystają myśliwi zrzeszeni w12 kołach miejscowych i 19  zamiejscowych.

 

Przedstawiciele struktur chełmskiej organizacji łowieckiej (1976-2008)


Andrzej Albigowski